HANTLE I TALERZA i tak znajdę, gdzie ucieka Ci forma. Bo ona nie przegrywa na siłowni, tylko w tygodniu, którego nikt z Tobą nie przeszedł.
Dla faceta z pracą, stresem i weekendami, który nie chce co poniedziałek zaczynać od zera.
Nie na fakturze. W energii, w głowie, w robocie i w lustrze po prysznicu.
Ten rachunek nie przychodzi nagle. Przychodzi po cichu: trochę gorszy poranek, trochę cięższy brzuch, trochę mniej ostrości, trochę słabszy napęd. Aż po roku dalej zarabiasz i dalej ogarniasz, ale nie czujesz się tak mocny, jak powinieneś.
Pół roku siedzę nad Twoim tygodniem jeden na jeden. Co tydzień patrzę, co Ci się wysypało: praca, sen, regeneracja, weekend, energia, apetyt, libido. I po kolei to poprawiam.
Większość zrobi Ci plan i dietę, których nie wpasujesz w swoje życie, i na tym koniec. Schudniesz w dwanaście tygodni, a potem hormony i stare nawyki robią efekt jojo, bo nikt nie został przy Tobie na dłużej.
U facetów przede mną sylwetka wychodziła przy okazji. Problem prawie nigdy nie siedział w samym treningu, tylko głębiej: energia znikała od miesięcy, sen przestał regenerować, napęd stał na zerze.
Jeśli szukasz gotowca za dwie stówy, ta strona nie jest dla Ciebie i nic się nie dzieje. Jeśli chcesz, żeby ktoś pierwszy raz rozebrał Twój tydzień na części, scrolluj dalej.
Wiesz, jak trenować. Wiesz, że masz jeść więcej białka i mniej pić. Próbowałeś już nie raz i za każdym razem po kilku tygodniach jesteś z powrotem w punkcie wyjścia.
Bo do tej pory naprawiałeś nie tę rzecz, co trzeba.
Dlatego nie zaczynam od planu. Zaczynam od pytania, gdzie naprawdę uciekają Ci efekty.
Masz dwa z pięciu? Motywacja nie ma z tym nic wspólnego. Rozjeżdża Cię tydzień.
Naprawiasz jeden klocek, a reszta dalej się przewraca. Dlatego nie zaczynam od idealnego planu, tylko szukam tego jednego klocka, który przewraca resztę. Bo jeśli tydzień kasuje Ci energię, apetyt i regenerację, żaden plan nie przetrwa dłużej niż kilka tygodni.
Sprawdź, gdzie przecieka mój tydzień →
Pracuję z treningiem, jedzeniem, snem i rytmem tygodnia. Nie diagnozuję i nie leczę.
Nie zgaduję. Patrzę, jak naprawdę wygląda Twój tydzień: sen, robota, jedzenie, weekend, napęd.
Namierzam miejsce, w którym tracisz wynik. Czasem to sen, czasem weekend, czasem to, co robisz po gorszym dniu.
Nie naprawiam wszystkiego naraz. Biorę jeden punkt, który da Ci największy zwrot.
Wchodzi trening, jedzenie i rytm tygodnia. Pod Twoje życie, nie pod idealny tydzień z pliku.
Co zadziałało, co nie, gdzie tydzień znowu się sypie. Poprawiamy, zanim wrócisz do zera.
Dwie minuty. Mówię, co robię, dla kogo to jest i czego po mnie nie oczekiwać.
Trening to jakieś 5% tego, co decyduje o Twoim wyniku. Te kilka godzin tygodniowo zwykle już ogarniasz sam. Pozostałe 95% dzieje się w tygodniu: sen, jedzenie, stres, weekendy, regeneracja, energia. Tam wynik ucieka i tam nikt z Tobą nie siedzi.
Żeby po 14:00 dalej myśleć, a nie ratować się trzecią kawą i udawać, że to normalne.
Żeby lodówka przestała być Twoją nagrodą za każdy gorszy dzień.
Żeby sen faktycznie ładował baterię, a nie tylko odhaczał godziny w aplikacji.
Żeby ciało znowu miało sygnał: chce mi się trenować, działać, pracować i żyć.
Żeby plan zaczął w końcu działać, bo organizm ma warunki do adaptacji.
Forma nie sypie się tylko na siłowni. Forma sypie się między snem, stresem, pracą, weekendem, lodówką i poniedziałkiem.
Pięć obszarów prowadzę razem. Dwanaście tygodni tego nie ogarnie, bo też przez dwanaście tygodni tego nie zaniedbałeś. Dlatego pełna naprawa trwa pół roku.
„Plan z pliku mówi, co robić w idealnym tygodniu. Ja koryguję to, co robić po tygodniu, który idealny nie był.”
Płacisz za to, że 180 facetów przede Tobą popełniło już te błędy, a ja policzyłem każdy. Każdy wynik z krwi, każda korekta, każdy weekend który zadziałał, jest odhaczony.
Jeśli porównasz to do samego planu treningowego, wyjdzie drogo. Ale plan to jedna kartka. Tu płacisz za spięcie całego tygodnia, którego normalnie szukałbyś u kilku osób naraz.
Tani plan mówi, co robić. Trener pokazuje, jak trenować. Dietetyk pokazuje, jak jeść. Prowadzenie całego tygodnia pokazuje, dlaczego mimo wiedzy dalej tego nie dowozisz.
Sprawdź, co kasuje mój tydzień →
Ta współpraca nie zakłada, że nagle zaczniesz żyć idealnie. Zakłada, że czasem coś pójdzie nie tak. I właśnie wtedy jest najważniejsza.
Nie jestem od idealnych planów. Jestem od tygodni, które poszły nie tak. To one decydują, czy po pół roku jesteś gdzie indziej, czy znowu w punkcie wyjścia.
Zdejmujemy hamulec. Sen, poranek i popołudnie wracają na tory. Pierwszy raz od dawna budzisz się wypoczęty.
Trening i jedzenie wchodzą na uładzony tydzień i dopiero teraz działają. Sylwetka rusza, siła idzie w górę.
Robisz to bez myślenia. Weekend nie kasuje już wtorku. Beze mnie wynik trzyma sam.
Byłem podopiecznym u pięciu trenerów z „topki". Każdy dawał plan i każdy zostawił mnie z weekendem. Formę złożyłem dopiero, gdy ktoś spojrzał na cały mój tydzień.
9 lat przy tym · 180+ facetów do końca · działasz ze mną, nie asystentem
Nie zaczynałem z dobrą genetyką ani zdrowiem (2x zerwany ACL). Każdy z tych etapów przeszedłem sam, zanim zacząłem prowadzić.




Jeden obszar się sypie. Co tydzień łapię, gdzie zjeżdżasz.
Zakres ustalam po formularzu
Sypie się więcej naraz. Składamy od podstaw, nie łatamy.
Zakres ustalam po formularzu
Zakres i cenę dobieram po Twoich 14 odpowiedziach. Formularz niczego nie kupuje.
Nie screeny z kursu. Faceci, którzy zostawili nazwisko w Google.
Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.
Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.
Michał pomógł mi w rekompozycji. Tłuszcz w dół, a mięśnie nie tylko utrzymane przy redukcji, to jeszcze zbudowane. Kozackie myki, o których nigdy byś nie pomyślał, że zadziałają.
Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.
Konkretne liczby z tygodnia. Nie kg na zdjęciach. Proces, który dał wynik.
„Pierwszy raz czuję, że trening działa z moim życiem, a nie przeciwko niemu."
Posłuchaj człowieka, który był w Twoim miejscu
Każdy zaczynał gdzie indziej, każdy miał swój wyciek. Po pół roku żaden nie wracał z pytaniem „co dalej".
Przed
Po
Przed
Po
Przed
PoTrzy z 180+ historii. Każdy zaczynał od formularza, który Ty masz teraz przed sobą. To przykłady konkretnych osób, nie obietnica identycznego wyniku.
Na 10 zgłoszeń biorę dwóch, czasem trzech. Resztę odrzucam. Miły trener weźmie każdego, bo każdy to dla niego przelew. Ja prowadzę każdego osobiście, więc najpierw muszę zobaczyć, czy ogarnę Twój tydzień porządnie.
Trafiają do mnie głównie faceci na swoim, w IT, w sprzedaży i na kierowniczych stołkach. Ogarnięci wszędzie indziej, forma została ostatnią rzeczą, która im nie gra.
Formularz pokazuje punkt startu. Ale tego, gdzie naprawdę sypie Ci się tydzień, nie zobaczę z jednej ankiety. Ty sam tego nie widzisz, bo siedzisz w środku.
Dlatego pierwsze tygodnie są po to, żeby wyłapać schematy, które wracają u Ciebie co tydzień. Wtedy wiem, co naprawiać, a nie zgaduję.
Bez płatności i bez rozmów telefonicznych, a po odpowiedziach piszę, czy pasujesz.
